Przykre, ale prawdziwe

Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie pewna rodzina. Była w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej z
nawarstwiającymi się długami. Matka rodziny kilkakrotnie pukała do drzwi urzędu gminy o pomoc,
jednak bezskutecznie. Wysłuchawszy jej opowieści, nie miałam tak naprawdę pomysłu na to, jak
zaradzić jej problemom. Opierając się na wcześniejszych doświadczeniach w sprawach zadłużenia,
zawiłym ustawodawstwie w tej dziedzinie, ewentualnej interwencji Urzędu Imigracyjnego IND*,
obawiałam się, że szanse na powodzenie były niewielkie.

 

Państwo holenderskie ma bardzo rozbudowany system pomocy społecznej i pomocy doraźnej.

Jednak... „każdy medal ma dwie strony”. Żeby skorzystać z owej pomocy osoba/rodzina zadłużona
musi poddać się „zabiegom”, na które nie zawsze jest łatwo i chętnie się zgodzić. W tym przypadku
owa zadłużona rodzina nie chciała przyjąć do wiadomości, że przepisy są skomplikowane. Matka
rodziny przekonała mnie, że może warto spróbować jeszcze raz. Pamiętałam o tym, że często
dochodzi do nieporozumień związanych z barierą językową. Pomyślałam, że być może i tym razem
moja klientka została odesłana z kwitkiem, ponieważ nikt po prostu nie zrozumiał, o co jej chodzi.


Wystosowałam więc pismo wnioskujące o pomoc społeczną i stosunkowo szybko otrzymałam na nie
odpowiedź: zaproszenie na spotkanie w celu wyjaśnienia sprawy. To bardzo dobry znak. Odbyło się
szereg spotkań i przydzielono urzędnika, który miał zająć się zadłużeniem. Przyznano również prawo
do korzystania z Banku Żywności. Spodziewałam się raczej, że urząd rozłoży ręce, stwierdzając:
„jammer, maar helaas”. Okazało się jednak, że moją prośbę rozpatrzono ze starannością. Naprawdę
cieszyłam się jak dziecko.


Urząd wszczął wobec rodziny procedurę o częściowe umorzenie długów. Po krótce polega to na tym:
urząd przejmuje dochody dłużnika na poczet długów, pozostawiając mu kieszonkowe, czyli naprawdę
skromne minimum na życie. To minimum jest dosilane przez Bank Żywności, do którego dłużnik
zostaje skierowany z ramienia urzędu. Po trzech latach, przy przestrzeganiu wszystkich zasad
przystąpienia do programu, pozostała część długu zostaje umorzona. Procedura programu wymaga
od delikwenta m.in. przedstawienia wysokości długów oraz dochodów (lub ich braku). W tym
przypadku zajmowało to jednak niezmiernie dużo czasu, co wzbudzało coraz więcej podejrzeń nie
tylko ze strony urzędu, ale i mojej.


Co mogło być przyczyną takiego przestoju, oprócz ogromnego bałaganu w administracji (co w
praktyce prawie zawsze towarzyszy tego rodzaju problematyce)? Administrację można przecież
uporządkować. Trudno było mi pojąć, dlaczego rodzina nagle spowalnia cały proces, kiedy tak
naprawdę powinna być stroną najbardziej zainteresowaną szybkim rozwiązaniem. Wkrótce szydło
wyszło z worka: rodzina posiadała firmę. Firma nie przynosiła żadnych dochodów, jednak z braku
pieniędzy nie były sporządzane rozliczenia podatkowe. Nie można było więc udowodnić braku
dochodów. Dodatkowo należało zamknąć działalność firmy, jednak rodzina (niejednogłośnie) nie
chciała się na to zgodzić. Należało również pozbyć się samochodu, ze względu na wydatki, które
należało uszczuplić do minimum. To również stanowiło bolączkę.

 

Sytuacja stawała coraz bardziej patowa i jakby tego było mało, pojawił się kolejny wielki problem:
poważna choroba mojej klientki. Na tą wieść urząd zorganizował pomoc domową dla odciążenia
mojej klientki. Miało to też zapobiec nieobecnościom dzieci w szkole, które czuły się zobowiązane
pozostać z matką w domu. Ten epizod na szczęście dobrze się zakończył, w przeciwieństwie do
procedury o umorzenie części długów.


Po półtorarocznych zabiegach urząd zawiesił dalsze czynności ze względu na brak współpracy. W tej
sprawie urzędnicy wykazali naprawdę wiele chęci i zrozumienia. Zaważyły nie przepisy, a raczej
niechęć ich przestrzegania (zawieszenie działalności firmy) i interwencja IND. Przypomniałam sobie
wówczas uwagę jednego z doświadczonych urzędników zajmujących się w tą sprawą, mianowicie:
proponowana pomoc nie zawsze jest rozwiązaniem dla pewnej grupy ludzi. Po dłuższej analizie
pozostaje mi stwierdzić: „jammer, maar helaas”.


Ostatecznie rodzina wycofała wniosek w obawie przed interwencją IND. Jej dalsze losy są mi
nieznane.


*Urząd Imigracyjny IND może podjąć decyzję o deportowaniu cudzoziemców, którzy korzystają z
zasiłku socjalnego jednak są zameldowani na terenie Holandii krócej niż 5 lat. Przepis ten dotyczy
również obywateli UE.