Wypadki /śmiertelna tajemnica


Na oddział intensywnej terapii jednego z większych szpitali holenderskich trafił w stanie krytycznym Polak, mężczyzna w sile

wieku. Jego rodzina zwróciła się do mnie o pomoc w uregulowaniu odszkodowania powypadkowego. W wyniku wypadku mój

klient doznał urazu kręgosłupa z uszkodzeniem rdzenia kręgowego, bez możliwości poprawy stanu zdrowia. Paraliż na zawsze

odebrał mu władzę w nogach i miednicy.

Można byłoby powiedzieć –„zdarza się, wypadki chodzą po ludziach”. To fakt; obserwuję je na co dzień z racji wykonywanego

zawodu. Każdy z nich ma swoją, często tragiczną historię, ale ten utkwił mi w pamięci, ponieważ winny temu wypadkowi jest

sam poszkodowany. To również czasem ma miejsce, jednak okoliczności zdarzenia były dość wyjątkowe. Zanim o nich opowiem,

naświetlę w skrócie ustalenia prawne dotyczące wypadków z udziałem pieszych i pojazdów.

Pieszy potrącony przez samochód w Holandii z założenia ma prawo do minimalnie 50% wartości odszkodowania; nawet jeśli sam

przyczynił się do wypadku. Rowerzyści lub piesi są postrzegani jako słabsi uczestnicy ruchu drogowego. Prawo holenderskie ma

dla tej grupy użytkowników dróg wyjątkowe ustalenia dotyczące kolizji z pojazdem silnikowym. Kierowca pojazdu jest

odpowiedzialny za szkodę rowerzysty lub pieszego bez konieczności udowadniania mu (kierowcy) winy. Prawo działa jakby

odwrotnie: Nie strona poszkodowana w wypadku musi udowodnić winę stronie przeciwnej, to kierowca pojazdu musi

udowodnić, że NIE jest winny. Wychodzi na to, że kierowca zawsze jest winny dotąd, dopóki nie udowodni działania „siły

wyższej” (jedyny wyjątek od powyższej reguły!) i uda mu się o tym przekonać sędziego. W praktyce: zadanie prawie

niewykonalne.

 

Wracając do naszej historii; jak doszło do tego wypadku? Klient, jako pasażer pojazdu stojącego w długim korku na autostradzie,

opuścił na chwilę pojazd, z przyczyn znanych, ale nie wnoszących niczego znaczącego do sprawy. Samochód opuszczający w tym

samym czasie autostradę drogą wyjazdową, która była drożna i nieobjęta korkiem, z pewną prędkością feralnie potrącił

pieszego... Można jedynie wyobrazić sobie reakcje współpasażerów poszkodowanego, innych naocznych świadków tego

zdarzenia oraz samego kierowcy, który w żaden sposób nie spodziewał się pieszego na autostradzie.

 

Mogłabym opisywać długo przyczyny i skutki, przytaczać wypowiedzi świadków z kilkudziesięciostronicowego raportu

policyjnego, jednak nie będę tego robić. Materiał dowodowy jest obszerny i nieprzemawiający za poszkodowanym. Przez rok po

zdarzeniu nie wiedzieliśmy nic oprócz nieoficjalnych zeznań naocznych świadków i prasy. Nie udostępniono raportu policyjnego

ani innych dokumentów koniecznych do rozpoczęcia procedury o odszkodowanie powypadkowe. Akta oddano do prokuratury ze

względu na ewentualną sprawę karną wobec kierowcy pojazdu, co jednak nie powinno mieć wpływu na procedurę o

odszkodowanie powypadkowe w procesie cywilnym. Sprawca był znany, nie zbiegł z miejsca wypadku jednak z jakichś przyczyn

sprawa wydawała się być owiana tajemnicą. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Nie myliłam się.

 

Po długim okresie oczekiwania wreszcie coś się ruszyło, może sformułuję to inaczej: tylko drgnęło. Okazało się, że kierowcą był...

funkcjonariusz Żandarmerii Królewskiej. W teorii nadal nie powinno mieć to wpływu na procedurę o odszkodowanie, jednak

sprawa karna toczy się w takich sytuacjach w sądzie wojskowym. Ten zaś niechętnie dzieli się informacjami.

 

W międzyczasie poszkodowany, ku ogromnej radości rodziny, został przetransportowany do szpitala w Polsce. Jego stan był

stabilny i sytuacja zaczynała się normalizować. Początkowo miał przebywać w specjalistycznych ośrodkach, potem w domu.

Rodzina podjęła kroki w celu rehabilitacji i przystosowania mieszkania. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, kiedy naprawdę

ni stąd, ni zowąd otrzymałam telefon, że mój klient... nagle zmarł – powikłania powypadkowe. Zadziwiające, ale prawdziwe...

 

Ze względu na okoliczności, kolejne miesiące oczekiwania przynosiły coraz więcej frustracji nie tylko dla rodziny, ale i dla mnie.

Po wielu próbach, prośbach, upoważnieniach i oświadczeniach udało się uzyskać tylko część akt sprawy — za oficjalnym

pozwoleniem urzędnika ds. prywatności z prokuratury. Proszę sobie wyobrazić, z jakim podnieceniem rozszarpałam kopertę z

dokumentami! A potem moje druzgocące rozczarowanie: Prokuratura nie przekazała sprawy do sądu, ze względu na ewidentną

SIŁĘ WYŻSZĄ. Sprawa została zamknięta i podejrzanego zwolniono z zarzutów. Prokuratura nie dopatrzyła się żadnych

okoliczności przestępczych.

 

Ta tragedia raczej nie ujrzy już światła dziennego i dotyczy tak naprawdę dwóch poszkodowanych: zmarłego klienta i kierowcy,

który na zawsze będzie nosił w sobie jej cień.

 

Autor: Anna Konowalczyk
Artykuł ukazał się w kwartalniku "Biuletyn" Polsko-Niderlandzkiego Stowarzyszenia Kulturalnego.